Coraz mniej sklepów delikatesowych w Polsce

BIZNES

Po raz pierwszy w historii zmniejsza się ilość delikatesów. Kryzys nie oszczędził sklepów, które kojarzą się z nieco bardziej luksusowymi produktami. Liczba klientów spadła po raz pierwszy od początku transformacji ustrojowej, choć udział w rynku tego rodzaju usług sięga i tak ledwie 3 proc. (w Europie Zachodniej od 10 do 15 proc.) Rynek sprzedaży detalicznej skurczył się o 3,6 proc. w ciągu trzech kwartałów 2010 roku. Podobny spadek zanotowały delikatesy.

Problemy delikatesów wynikają z wymuszonego przez kryzys oszczędzania przez ich klientów. Dotychczasowi nabywcy droższych towarów szukają tańszych rozwiązań. W tej sytuacji delikatesy sięgają po chwyty doskonale sprawdzone przez dyskonty, takie jak Biedronka czy Lidl. Przede wszystkim chcą przyciągnąć czy też utrzymać klienta za pomocą obniżki cen, co jeszcze niedawno wyglądałoby nieco dziwacznie.

W tym celu zaczęto wprowadzać do sprzedaży produkty sygnowane własną marką, np. delikatesy Piotr i Paweł oferują jajka i łososia z logo tej sieci na opakowaniu. Przy szukaniu oszczędności nie obeszło się także bez zwalniania pracowników, co znacząco wpływa na jakość usług. O obecności sklepu delikatesowego będą mogli na pewien czas zapomnieć mieszkańcy mniejszych miast, bo np. Alma postanowiła skupić się na ośrodkach powyżej 250 tys. mieszkańców.

W tej chwili zatrzymanie odpływu klientów może być jeszcze trudniejsze, ponieważ dyskonty zaczęły wprowadzać do swego asortymentu wyroby, kojarzące się dotąd z ofertą delikatesów, np. wina hiszpańskie, włoskie i francuskie. W 2010 roku aż co piąta złotówka, przeznaczona na zakup wina, została wydana właśnie w dyskontach.

Autor: Justyna Kalicińska
Źródło: Wyborcza.biz


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry