127, historia prawdziwa

AKTUALNOŚCI, FILM, ROZRYWKA

Na początku muszę zaznaczyć, że do filmów, opatrzonych formułką „oparty na prawdziwych wydarzeniach” podchodzę wyjątkowo sceptycznie. Zresztą, samo to stwierdzenie nie obiecuje, że będzie to film dokumentalny.

Na „127 godzin” trafiłam do kina zupełnie przez przypadek. Przyznaję, że początkowo bardzo ciężko było mi się „wgryźć” w klimat, ale z biegiem minut robiło się coraz ciekawiej. Film opowiada historię Aarona Ralstona – wspinacza, który każdy swój weekend spędza samotnie w górach Kolorado. Kiedy po kilkugodzinnej wyprawie po kanionie Blue John spotyka dwie zagubione turystki, postawia oprowadzić je po zupełnie nieopisanej w przewodnikach trasie.



Jak się okazuje, to tylko wstęp do fabuły, gdyż jakiś czas po rozstaniu, w drodze powrotnej do samochodu, Aaron ulega wypadkowi. Przemieszczając się wewnątrz skalnego pęknięcia, traci równowagę i spada, a jego ręka zostaje uwięziona. I tu rozpoczyna rozpoczyna się 127-godzina historia wyswobadzania się Aarona ze śmiertelnie niebezpiecznej pułapki.

Należy wspomnieć, że nad całym projektem filmowym czuwał faktyczny bohater tych wydarzeń, Amerykanin Aaaron Ralston. Wydał on książkę „Between a Rock and a Hard Place”, w której opisuje całą historię uwięzienia w kanionie. Po zakończonych zdjęciach, uznał, że film jest „tak bliski faktom i zbliżony do filmu dokumentalnego, jak to możliwe w dramacie”.

W kwestii aktorstwa, „127 godzin” jest wyjątkowo wymagające, gdyż praktycznie cała uwaga skupia się na głównym bohaterze, który jednocześnie przez większość filmu jest jedyną osobą, jaką oglądamy. W tym miejscu należy docenić naprawdę doskonały pokaz umiejętności aktorskich ze strony Jamesa Franco. W swej roli jest wyjątkowo przekonujący i autentyczny.

Na uwagę zasługują również zdjęcia. Nie tylko za względu na piękno kanionu Kolorado, który potrafi zapierać dech w piersiach. To także bardzo interesująca gra ujęć i duża rozpiętość kadrów, jakie wykorzystano w filmie. A należy pamiętać, że 70% filmu rozgrywa się w jednym, wyjątkowo ciasnym miejscu.Nie da się ukryć: nominacje do Oskara oraz wiele nagród, które obraz otrzymał, są w większości zasłużone. Miło jest też zostać zaskoczoną przez rzekomo „kolejny film na pseudo-faktach”.

Autor: Justyna Kalicińska


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry