Amy Winehouse i pośmiertny marketing

AKTUALNOŚCI, GWIAZDY, MUZYKA, ROZRYWKA, ŚWIAT

Za życia Amy Winehouse nagłówki towarzyszące jej zdjęciom wykrzykiwały głównie trzy hasła: muzyka, alkohol i narkotyki. Po odejściu brytyjskiej wokalistki te słowa zdają się wciąż napędzać pośmiertne akcje marketingowe wielkich koncernów i drobnych „biznesmenów”. Jeszcze przed pogrzebem tej młodej wokalistki koncern Microsoft przeprowadził medialny szturm na sentymenty jej fanów.

Kilka godzin po śmierci Amy firma zachęcała wiadomościami przesyłanymi na Twitterze do zakupu płyt piosenkarki na serwisie Zune. Akcja nie spodobała się fanom Winehouse i firma musiała przepraszać za swoje zachowanie kilka dni później. W mniej inwazyjny sposób namawiały do kupienia albumów Amazon i iTunes. Ich techniki marketingowe okazały się skuteczniejsze, bo 3 dni po śmierci wokalistki jej drugi album, Back to Black, uplasował się na pierwszej pozycji najlepiej sprzedających się płyt iTunes w 17 krajach.

Dilerzy narkotykowi z brazylijskiego miasta biedy Manginhos postanowili również „uszczknąć” coś dla siebie z olbrzymiej puli sentymentu oraz legendy o rock’n’rollowym życiu Amy Winehouse. W zasadzie, „Amy House” – taki napis nosiły małe etykietki ozdobione zdjęciem wokalistki i przymocowane do przeźroczystych torebek wypełnionych… kokainą.

Do przechwyconych przez policję woreczków z narkotykami dodawano zdjęcia innych, znanych i nieżyjących już osób. W większości nie byli to jednak koledzy po fachu Amy. Torma z marihuaną „reklamowana” była zdjęciem zabitego przywódcy Al-Qaedy, Osamy Bin Ladena.

Źródło: http://www.telegraph.co.uk/
Przygotowała: Anna Jankowska

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry