W hołdzie Nosferatu, album „tOMEk Beksiński” w październiku.

AKTUALNOŚCI, MUZYKA, ROZRYWKA

W październiku ukaże się wyjątkowy album zatytułowany „tOMEk Beksiński”. Płytę nagrała grupa Omni we współpracy z Maciejem Januszką z zespołu Mech. Album będzie zawierał 10 kompozycji, z czego 8 będzie napisanych do tekstów autorstwa Tomasza „Nosferatu” Beksińskiego – jednego z najwybitniejszych i najbardziej charyzmatycznych polskich dziennikarzy muzycznych. W nagrywaniu płyty udział wzięło wielu gości – warto tu wspomnieć choćby o wokalistce Closterkeller i przyjaciółce Beksińskiego Anji Orthodox, Wojciechu Waglewskim z Voo Voo i Jerzym Styczyńskim z Dżemu.

Lista utworów:
01. Omni – Uwertura
02. Vision Of Death
03. Po Deszczu
04. Latając W Trumnie
05. Children Of Cool
06. Nocny Spacer
07. Otwórz Drzwi
08. Ucieczka
09. Herigerigeri
10. Elektryczny Głos

Tomasz „Nosferatu” Beksiński, syn Zofii i Zdzisława Beksińskich, urodził się w 1958 roku. Muzyką zainteresował się bardzo wcześnie, bo już w wieku 12 – 13 lat. Jako syn słynnego malarza mógł sobie pozwolić na rozwijanie tej pasji, na sprowadzanie zagranicznych płyt, prenumeraty pism tematycznych. Oprócz muzyki, nastolatka zainteresowała również kinematografia. Wielokrotnie wspominał w późniejszych wywiadach, że kiedy w 1970 roku oglądał z rodzicami w sanockim kinie horror „Kobieta wąż” po raz pierwszy i ostatni bał się na filmie.

(O wadze tego wspomnienia świadczy z pewnością fakt, że zainteresowanie Tomasza długowłosymi brunetkami – takimi jak główna bohaterka The Reptile – tematyką wampiryzmu, klimatem cmentarzy, a nade wszystko samymi horrorami trwało do końca jego życia). Wówczas również, niejako z konieczności, gdyż Tomek przykładał ogromną wagę do warstwy tekstowej słuchanych utworów i oglądanych filmów, zrodziła się kolejna z jego życiowych fascynacji – język angielski.

Beksiński rozpoczął swoją pracę w radiu na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Praca redaktora muzycznego pochłonęła go do tego stopnia, że nigdy nie ukończył wymarzonych studiów anglistycznych. Początkowo pracował w programie II polskiego radia w audycjach „Romantycy Muzyki Rockowej” oraz „Wieczorze płytowym”, Beksiński prezentował polskim radiosłuchaczom nagrania w klimacie rocka progresywnego, czy New Romantic.

Audycje o zabarwieniu rockowym wzbogacał dźwiękami Ultravox, New Order, Clan of Xymox czy Depeche Mode. Nie stosując się do – już wtedy zyskujących na popularności – tendencji, by puszczać słuchaczom utwory krótsze i łatwe w odbiorze, Beksiński raczył swą publiczność ambitniejszymi wykonawcami typu Dead Can Dance, King Crimson, Camel, The Moody Blues, czy Yes. W swych muzycznych podróżach zahaczał również o Polskę. Jednym z jego ulubionych rodzimych zespołów było Closterkeller, pionierzy muzyki gotyckiej w naszym kraju.

To zainteresowanie gotykiem Beksiński rozwinął już później, jako pracownik radiowej Trojki. Słuchacze pamiętają go m.in. z „Trójki pod księżycem”, w której to audycji najczęściej było można usłyszeć utwory należące głównie do nurtu gotyckiego, ale także dźwięki z pogranicza rocka progresywnego i symfonicznego oraz muzykę filmową. O jego audycjach mówi się, że kształtowały gusta i wyrabiały wrażliwość u odbiorców. Przeplatane dygresjami starannie wybrane utwory, wnikliwe analizy tekstów – jego audycje zawsze odstawały od bezpiecznie nijakiej papki oferowanej przez media komercyjne.

Specyficzna mieszanka studiów anglistycznych i uwielbienia dla filmów – w szczególności tych okraszonych charakterystycznym angielskim humorem – sprawiła, że stał się niezwykle utalentowanym tłumaczem list dialogowych. Z jego ważniejszych osiągnięć należy wymienić serię filmów o agencie Jamesie Bondzie, Brudnym Harrym, niemal całą twórczość filmową i telewizyjną grupy Latającego Cyrku Monty Pythona oraz mnóstwo innych filmów, w tym takie tytuły, jak: Milczenie owiec, Czas Apokalipsy, Ptasiek, Szklana pułapka, Dracula, The Doors, Dobry, zły i brzydki, Lśnienie, czy Egzorcysta.

W roku 1998, słowami: „A więc stało się: wchodzę w poczet ludzi marudzących na łamach Tylko Rocka nie tylko o rocku. (…) Skoro istnieje tak wielkie zapotrzebowanie na mój sarkazm – proszę bardzo. Klient nasz pan.” Beksiński rozpoczął stałą współpracę z miesięcznikiem Tylko Rock. Spod jego pióra wyszło osiemnaście tekstów, w których nawiązując do własnych doświadczeń, a także odwołując się do muzyki, literatury i filmu Beksiński zapraszał czytelników do wspólnej refleksji nad zapomnianymi wartościami.

Tomasz Beksiński zmarł śmiercią samobójczą 24 grudnia 1999 roku, w swym mieszkaniu w Warszawie. Pierwszy raz Tomek targnął się na swoje życie gdy miał 21 lat. Odkręcił w mieszkaniu gaz. Spięcie elektryczne wywołane przez lodówkę pokrzyżowało mu plany – w mieszkaniu wybuchł pożar. Tomasz trafił najpierw do szpitala, a później do psychiatry. Kilka lat później podjął drugą próbę samobójczą.

Ocaliły go złe przeczucia jego matki. Kazała mężowi iść do syna. Zdzisław Beksiński dotarł na miejsce w samą porę, by odwieźć go do szpitala. Lekarze po raz kolejny go uratowali, choć istniało już zagrożenie, że mózg nie wróci do życia. Dopiero trzecia próba zejścia z tego świata okazała się „udaną”. Odejście Tomasza było szokiem zarówno dla wiernych czytelników i radiosłuchaczy, jak i dla jego najbliższych. Najwyraźniej nikt nie wziął na poważnie ostatniego z felietonów „Beksy” – jak zwracali się do niego przyjaciele – zatytułowanego Fin de siecle.

Styczniowy numer Tylko Rocka, w którym ów tekst opublikowano, ukazał się jeszcze w grudniu 1999 roku, na kilka dni przed śmiercią dziennikarza. Ostatnia „Opowieść z krypty”, jak nazwał swój cykl felietonów, zawierała gorzkie podsumowanie dotychczasowych dokonań kultury masowej i krytykę rzeczywistości, a także przedstawiała nieliczne powody, dla których warto było żyć. Felieton kończył się stwierdzeniem: „Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać. Tomasz Beksiński (1958-1999)” . Słowa te jednak uznano za kolejną z prowokacji ekscentryka, za którego uchodził.

Ewelina Kodzis

Źródła:
T. Beksiński: Solsbury Hill [w:] „Tylko Rock” 1998 nr 8, s. 15.
T. Beksiński: Fin de siecle [w:] „Tylko Rock” 2000 nr 1, s. 14.

Powiązane wpisy

  • Autorka

    Gregus@
    Bardzo dziękuję za tę korektę. Tak to jest, jak z danym imieniem mocno powiąże się konkretne nazwisko – myśląc o Waglewskim wpisałam Jagielskiego…;). Pozdrawiam serdecznie!

  • Redakcja

    Jasna sprawa .. dziękujemy 🙂

  • Raczej chodzi o Wojciecha Waglewskiego a nie jak jest napisane Jagielskiego.


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry