Jak pan senator walczył z Google

AKTUALNOŚCI, INTERNET, SOCIAL MEDIA, STRONY WWW, ŚWIAT

Były senator oraz członek Partii Republikańskiej Rick Santorum, w ubiegły wtorek na konferencji prasowej wypowiedział parę niepochlebnych słów w kierunku firmy Google. O co poszło? Po wpisaniu do wyszukiwarki nazwiska senatora na pierwszym miejscu w rankingu nie wyświetla się tak jak w zamierzeniu główna strona internetowa kancelarii republikańskiego polityka a strona pornograficzna.

Jest to dość popularny wśród polityków problem i dodajmy tylko, ze nie zdarza się on jedynie w Stanach. Na wtorkowej konferencji polityk wspomniał także, że firma mogłaby pozbyć się krępujących wyników wyszukiwania jeśli tylko by chciała – a na pewno zrobiłaby to gdyby był reprezentantem demokratów. Rzecznik prasowy firmy, który skomentował wystąpienie senatora twierdzi, że wyniki wyszukiwania są jedynie odbiciem treści i informacji dostępnych w sieci.

Użytkownicy, którzy chcą usunąć pewne informacje powinni zgłaszać się bezpośrednio do administratora strony. Dodał on także, że firma rzadko decyduje się na usuwanie wyników wyszukiwania, z wyjątkiem bardzo nielicznych przypadków – np. umieszczania na stronach nielegalnych treści przez webmasterów. Nie jest to pierwszy przypadek kiedy wyszukiwarka była atakowana za treści jakie można znaleźć w jej wynikach. Jak pokazuje na swoim blogu SearchEngineLand Danny Sullivan , w przeszłości rzadko zdarzało się, aby firma zmieniała algorytm z powodu wyników wyszukiwania.

Przykładowo w 2004r. po wpisaniu w wyszukiwarkę słowa „Żyd”, pierwszym wynikiem w rankingu była strona antyżydowska, choć jeden z założycieli Google – Sergey Brin jest z pochodzenia Żydem, firma nie zdecydowała się na usunięcie strony. W 2009r. ofiarą niezbyt smacznych żartów padła pierwsza dama Stanów Zjednoczonych – Michaelle Obama, kiedy to po wpisaniu jej imienia i nazwiska pojawiały się rasistowskie obrazy, władze Google także nie zareagowały. Dlaczego Google działają właśnie w ten sposób, cóż nie da się ukryć, że jeżeli firma zacznie ingerować w wyniki wyszukiwania , znajdą się grupy osób , które będą chciały wykorzystać taką możliwość do swoich celów. Choć firma zrobiła wyjątek dla jednego polityka i zmieniła algorytm wyszukiwania na jego korzyść.

W 2007r. po wpisaniu frazy „nędzna porażka” pojawiała się strona byłego prezydenta Georga W. Busha. Przykładów tego typu nie należy szukać daleko, w 2007r. poseł Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Górski chciał położyć kres wyrazom „miłości” kierowanym pod adresem czołowych polskich polityków w tym i głowy państwa. Cała sprawa zakończyła się na wystosowaniu oficjalnego protestu do firmy Google. Tutaj pojawia się problem, skoro Internet jest narzędziem demokratycznego wyrażania opinii czy ingerowanie w wyniki wyszukiwania nie jest już formą cenzury? Kiedy powinniśmy na to pozwalać a kiedy zachować zdrowy dystans?

A.Ozimek

Źrodła:
http://www.cnn.com/2011/09/21/tech/web/santorum-google-ranking/
http://searchengineland.com/should-rick-santorums-google-problem-be-fixed-93570

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry