Filmowe tasiemce – czyli za co kochamy sequele.

AKTUALNOŚCI, FILM, GWIAZDY, POLSKA, ROZRYWKA

Setki filmów ukazujących się co roku przyciągają do kin miliardy widzów, a na tym twórcom zależy najbardziej. W końcu im większa widownia, tym więcej film zarobi. Jednak świat kina jest bezwzględny. Mamy do czynienia albo z kasowym hitem albo z kompletną klapą. Tych ostatnich jest niestety więcej.

O tym czy film zaliczymy do tej pierwszej decyduje wiele czynników. Jednym z nich i chyba najważniejszym jest to, jak się sprzedaje, a właściwie ogląda jego kontynuacja. Dobrze zrobiony film to gwarancja tego, że jego kolejna część też przyniesie duże zyski. Takich przypadków w świecie filmu było wiele. Wiele było też nieudanych prób reanimacji pewnych historii czy bohaterów.

Seriale filmowe, bo tak powinniśmy nazywać historie w odcinkach serwowane nam przez filmowców, są jak się okazuje najpopularniejsze w ostatnich latach. Pomijając takie hity jak Awatar(choć i on podobno doczeka się kontynuacji), Czarny Łabędź czy Jak zostać królem, kolejne części hitów sprzed lat pojawiały się w czołówkach rankingów oglądalności. I co ciekawe w ich przypadku nie mówi się o pojedynczych częściach, a o całych sagach.

AND THE WINER IS…
Prawdziwym rekordzistom i co do tego nie ma żadnych wątpliwości są przygody Agenta Jej Królewskiej Mości – James Bond. Do tej pory zekranizowano 22 części serii stworzonej przez Iana Fleminga, a w przyszłym roku do kin wejdzie kolejna. Jest to idealny przykład tego, że jeśli film, scenariusz i realizacja są dobrze zrobione to widzowie nie mogą się tym znudzić. Pierwszy film z serii ukazał się w 1962 roku, a w rolę 007 wcielił się Sean Connery. W przeciągu 50 lat główną rolę zagrało sześciu aktorów, a najwięcej razy, bo aż siedem w Bonda wcielił się Roger Moore. Największy zysk zanotowała jednak ostatnia część z Danielem Craig’iem „Quantum of Solace”. Film zarobił prawie 600 mln dolarów, ale była to jedynie dwukrotność budżetu całego projektu. Nie zmienia to jednak faktu, że James Bond jest wciąż na topie i ludzie chętnie oglądają każdą kolejną część. Choć schemat jest w zasadzie zawsze ten sam – Bond ratuje świat, a pomaga mu oczywiście piękna kobieta, to twórcy stają na głowie by zaskoczyć widza czymś nowym i nawet im się to udaje. Coraz bardziej wymyślne gadżety i coraz przebieglejsze czarne charaktery dodają filmom smaczku, ale i wyrachowania. No w końcu to Bond, James Bond.

WOJNA PRZYSZŁOŚCI

Skąd George Lucas wziął pomysł na stworzenie „Gwiezdnych Wojen”? Tego chyba nie wie nikt, ale i wiedzieć nie musi skoro cała seria ma chyba najwięcej fanklubów na całym świecie. Fani nie mieli producentowi i reżyserowi w jednej osobie za złe, że właściwie zaczął swoją opowieść od połowy, a na koniec wrócił do początku. Trochę skomplikowane, ale jeśli ktoś jest w stanie rozszyfrować kto z kim prowadzi wojnę i kto jest tym złym, a kto dobrym, nie będzie miał problemu z kolejnością poszczególnych części. A jest ich aż sześć, a co najciekawsze to części 4-6 od części 1-3 oddziela prawie piętnaście lat. Nie możemy jednak przyczepić się do jakości, bowiem wszystkie części zostały zrobione na najwyższym poziomie, pomimo tego, że przez ten czas technologia filmowa się zmieniła. Lucas postarał się, a pomógł mu w tym pokaźny budżet, aby filmy prezentowały mniej więcej tej sam wysoki poziom. Historia jest wymyślona od początku do końca i nie ma w niej ani krzty ze świata rzeczywistego i być może właśnie to zapewniło filmowi taki sukces. W końcu bujna wyobraźnia to jedna z podstawowych cech człowieka. Na dodatek saga okazała się na tyle popularna, że pojawić ma się w kinach ponownie w wersji 3D. Z pewnością znajdą się miłośnicy, którzy będą chcieli przebrnąć przez prawie trzygodzinny film jeszcze sześć razy. Jedyne czego możemy im życzyć to: „Niech moc będzie z nimi”.

FILMOWE CZARY MARY

Nikt chyba nie oczarował widzów tak jak młody czarodziej z Hogwartu, który dosłownie rósł na naszych oczach. Siedem części Harry’ego Pottera wchodziło do kin kolejno przez 10 lat i to z odnotowywaną coraz większą oglądalnością. W tym roku pożegnaliśmy się ze światem stworzonym przez J.K. Rowling. Twórcy postanowili ostatni film wypuścić w dwóch częściach, aby pokazać widzom jak najwięcej. Początkowo miała to być seria dla dzieci, jednak ciekawie opowiedziana historia sprawiła, że dzieci utożsamiały się z małym czarodziejem i pomimo tego, że już dawno urosły i przestały wierzyć w czary, wciąż chciały chodzić do kina na przygody Pottera i jego przyjaciół. Seria przyniosła nie tylko miliony zysków, ale i światową sławę jej pomysłodawczyni i aktorom w niej występujących. Niestety ci ostatni zostali nieco zaszufladkowani i zapewne długo się ze swoich czarodziejskich szuflad nie wydostaną. Pewne jest natomiast to, że nie będzie kolejnej części. Pisarka zapowiedziała, że nie ma zamiaru pisać ósmej, w końcu siódma zawiera „i żyli długo i szczęśliwie”. Być może zaskoczy nas czymś nowym, choć prawdopodobnie Pottera nic nie przebije.

CO ZA DUŻO TO NIEZDROWO

Nie wszystkie filmowe tasiemce mogą się poszczycić takim sukcesem jak te wyżej wymienione. Wiele tytułów, do których dokładano tylko kolejną liczbę powinno popaść w niepamięć. I może niektóre z nich nie były tragiczne, ale z pewnością możemy powiedzieć o nich: nudne. Zdarzają się takie serie, w przypadku których pierwsza część broni honoru pozostałych. Zaliczymy do nich z pewnością: „Transformers”, „Step up”, „Saga Zmierzch”, „Spidermana”, „Batmana” czy „Szybkich i wściekłych” – choć ostatnia część była całkiem niezła. Niestety światowe kino zna też przypadki, w których z filmu na film było coraz gorzej. Niewielu z pewnością wie, że słynny Rambo ma aż cztery części, a to pewnie dlatego, że ostatnia przeszła bez echa. Do listy nieudaczników możemy dopisać takie tytuły jak: „Piła”, „Oszukać przeznaczenie”, „Straszny film”, „Krzyk” czy „Szczęki”.

Ewa Gazda

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry