Feature Story: Marilyn Monroe – Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy traci duszę.

AKTUALNOŚCI, FILM, GWIAZDY, ROZRYWKA

Ives Montand powiedział kiedyś „(…) tę cudowną legendę streścić można jednym zdaniem: Marilyn jest przede wszystkim kobietą o spojrzeniu dziecka”. To jedne z najtrafniejszych opisów ikony kultury, hipnotyzowanej przez własne mity, wrażliwej kobiety naznaczonej piętnem wszechogarniającej cielesności . Jest coś takiego w legendzie Marilyn Monroe, co nie pozwala pisać o niej jak o każdej innej sławie kina. Aktorka nie poddaje się żadnym klasyfikacjom. Jest klasą sama dla siebie.

Historia jej życia nie trzymała się hitchcockowskiej doktryny o trzęsieniu ziemi, początek przypominał raczej smutną nowelę niż klimat filmów z Shirley Temple – była nieślubnym dzieckiem montażystki filmowej i jednego z jej przygodnych kochanków. Norma Jeane miała wielu ojców- cała armię Czarnowłosych Książąt zamieszkujących jej wyobraźnię, jedyne miejsce, w którym czuła się kochana. Wiele lat spędziła w domu dziecka ( jej matka z powodu choroby psychicznej nie była zdolna się nią zajmować), gdzie z okna obserwować mogła mieniący się neon studia RKO Pictures.

Wiele lat później wspominała:” Patrząc tak na światła Hollywood, myślałam często, że są w tym mieście tysiące takich dziewcząt jak ja, dziewcząt, które marzą o sławie. Ale co mi tam one. Ja marzę najmocniej.”

Swą tragiczną przygodę ze sławą zaczynała jako modelka, nie miała w tym kierunku żadnego doświadczenia, jednak miała coś, czego nie posiadała żadna inna dziewczyna w agencji- nadludzką determinację. Jej zdjęcia były w największych kolorowych pismach, na ulicznych plakatach i w kalendarzach, jeszcze zanim narodziła się ponownie jako Marilyn Monroe – każdy mężczyzna znał jej szeroko rozchylone, krągłe biodra i hipnotyzujące spojrzenie.

Początki Marilyn w branży filmowej były ciężkie- oddawała całą siebie, wypalała się w tak tandetnych filmach jak „Ladies of the hour” by nie otrzymać w zamian nic, by nadal grać rolę głupiutkiej blondynki, która dobrze wychodzi na zdjęciach. To w jej najmniej znanych filmach dostrzec możemy pasję, której nie ma ani Sugar Kane Kowalczyk w genialnym „Pół żartem, pół serio”, ani Lorelei Lee kochająca diamenty( „Mężczyźni wolą blondynki”), ani nawet Roslyn z millerowskiego dramatu „Skłóceni z życiem”.

Marilyn, gdy grała nie tylko na planie, lecz także poza nim była niczym kobieta, która wchodzi do pokoju pełnego ludzi i oświadcza „jestem tutaj najpiękniejsza z pięknych”, lecz w rzeczywistości nie miała za grosz pewności siebie. Swoiste rozdwojenie jaźni na gwiazdę Marilyn Monroe i przeciętną Norme Jean wielokrotnie wywoływało u niej myśli, a nawet próby samobójcze. Jak sama mówiła : „Nie chciałam umrzeć, ja tylko prowokowałam śmierć, by uwolnić się od sławnej Marilyn Monroe, by znów cieszyć się ze wschodów słońca”.

W jej życiu pewne były tylko dwie rzeczy: kolor włosów i fakt, że nie dożyje starości. Nie miała pieniędzy, jej sława, mimo iż globalna zbudowana była na bardzo kruchym fundamencie : urodzie, która z wiekiem niestety przemija. Marilyn panicznie bała się starości. W owym strachu i uzależnieniu jej kariery od wizerunku „pięknej i ponętnej” wielu doszukuje się głównej przyczyny jej śmierci.

Swój wywód traktuję, jako swoisty manifest przeciwko niesprawiedliwemu wizerunkowi tej wyjątkowej kobiety, która ofiarowała światu stokroć więcej niż tylko archiwalne zdjęcia symbolu seksu i nie zawsze udane kreacje filmowe. To, jaka była i jak działała na ludzi, doskonale opisuje jedno z wspomnień Susan Strasberg:

„Byłam na ceremonii wręczenia Złotych Globów. Marilyn odbierała nagrodę dla ulubionej aktorki filmowej na świecie. Kiedy weszła na scenę, stało się coś, co mnie zszokowało. Byliśmy w Sali pełnej największych gwiazd świata, a mimo to, gdy Marilyn się pojawiła i powoli ruszyła w kierunku stołu, w sukience tak ciasnej, że ledwie mogła chodzić, niektórzy widzowie jak dzieci weszli na krzesła, żeby ją lepiej widzieć. Nigdy wcześniej nie widziałam, by gw3iazdy w taki sposób reagowały na inną gwiazdę (…). Marilyn zdawała się ich nie dostrzegać. Szła spowita w jeden ze swoich pancernych obłogów. (…) Wygłaszając mowę dziękczynną, naśladowała swój hollywoodzki półszept z dawnych czasów. Za każdym razem, kiedy karykaturował samą siebie, odłamywała kawałek własnego marzenia.”

Marilyn Monroe –ofiara Hollywood, ofiara własnego wizerunku i wreszcie kolejna ofiara wielkiej sławy, sławy, która nie opuszcza jej nawet dziś, gdy znana jako najtragiczniejsza blondynka w dziejach fabryki snów spoczywa na osławionym cmentarzu w Los Angeles.

Marta Niewczas

Źródła:
1.Marilyn Monroe Fragmenty, wiersze, zapiski intymne, listy. Wydawnictwo Literackie 2010.
2.Oates Joyce Carol. Blondynka. Poznań 2005.
3.Ivinis Patty. Marilyn Monroe: Ostatnie dni. USA 2001

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry