Koszykówka TBL: Turów lepszy w derbach po raz drugi

AKTUALNOŚCI, POLSKA, SPORT

Wielkie derby Dolnego Śląska rozstrzygnięte. Po wyrównanym spotkaniu i bardzo zaciętej końcówce PGE Turów Zgorzelec wygrał ze Śląskiem Wrocław 88:87.

Początek spotkania należał do Turowa, który prowadził już 5:0. Śląsk zdołał jednak bardzo szybko odrobić straty choć w początkowej fazie pierwszej kwarty oba zespoły miały problem ze zdobywaniem punktów. Po stronie wrocławskiej drużyny bardzo dobrze radził sobie Adam Wójcik, który wrócił po kontuzji a spotkanie z Turowem było jego pierwszym po 10 miesiącach przerwy. Na trzy sekundy przed końcem pierwszej kwarty skuteczną akcją 2+1 popisał się Ronald Moore, rzut za dwa punkty wykonał jeszcze Bartosz Diduszko jednak nie trafił i to Turów prowadził po pierwszej kwarcie 18:16.

fot.newsfix


Drugą kwartę od wyrównania rozpoczęli zawodnicy Śląska, za sprawą celnego rzutu za dwa punkty Aleksandara Mladenovicia. Od tego momentu gra była bardzo wyrównana. Trzecie przewinie po stronie Turowa popełnił Dallas Lauderdale, którego tym samym trener Winnicki musiał zdjąć z parkietu. Turów grał nieskutecznie w ataku, co wykorzystał Śląsk. Celnym rzutem zza linii 6,75 m popisał się Akselis Vairogs przy czym był faulowany, wykorzystał rzut wolny i gospodarze wyszli na prowadzenie 28:22. Zgorzelczanie po skutecznych akcjach Davida Jacksona i Johna Edwardsa bardzo szybko odrobili straty. Po chwili zawodnicy ze stolicy Dolnego Śląska wyszli na czteropunktowe prowadzenie, które jednak bardzo szybko zniwelował Turów. Oba zespoły zdecydowały się na faule taktyczne. Trzecie przewinienie na swoim koncie zanotował John Edwards, w którego zastąpił Daniel Kickert. Ostatecznie druga kwarta zakończyła się prowadzeniem gości 39:37.

fot.newsfix


Po dwóch kwartach żaden z zespołów nie był w stanie odskoczyć na wyższe prowadzenie.

Po przerwie gra toczyła się kosz za kosz. Przy stanie 50:50 celnymi rzutami wolnymi i skuteczną trójką popisał się Daniel Kickert, Turów wyszedł na pięciopunktowe prowadzenie. WKS również odpowiedział celnym rzutem za trzy, tym razem Slavisy Bogovaca. Za dwa trafił Skibniewski i gospodarze tracili już tylko jeden punkt do Turowa. Znać dał o sobie Roland Moore, który ponownie wyprowadził Turów na prowadzenie. Chaotyczną grę w ataku Śląska wykorzystali zawodnicy ze Zgorzelca i Turów miał już przewagę sześciu punktów. Jednak Wrocławianie zrywali się do odrabiana strat i na koniec trzeciej kwarty tracili do Turowa już tylko dwa oczka.

Zatem o zwycięstwie w całym spotkaniu zadecydować miała czwarta, ostatnia kwarta. Lepiej zaczęli ją gospodarze, za sprawą skutecznego wejścia pod kosz Paula Grahama, które dało Śląskowi remis po 66. Wszystko więc wskazywało na to, że ostatnia odsłona spotkania będzie się toczyła według podobnego scenariusza, tak jak trzy poprzednie. Zawodnicy na przemian zdobywali punkty do stanu 69:71. W tym momencie po raz kolejny ważne rzuty dla Turowa trafił świetnie dysponowany w tym dniu Rolnad Moore wyprowadzając Zgorzelczan na prowadzenie 75:69. Wydawało się, że Turów utrzyma wypracowaną przewagę jednak, zawodnicy Śląska nie poddawali się i gonili nadgraniczną drużynę. Na 1 minutę 43 sekundy przed końcem spotkania doprowadzili do remisu po 80. Zatem czekała nas bardzo emocjonująca końcówka. Oba zespoły decydowały się na faule taktyczne. W 43 sekundzie za trzy trafił Skibniewski 85-84. Takim samym skutecznym rzutem odpowiedział Wysocki i na 25 sekund przed końcową syreną to Turów prowadził 87:85. Faulowany Skibniewski trafił dwa rzuty wolne i znów mieliśmy remis. O czas poprosił trener Jacek Winnicki. Po wznowieniu gry faulowany był Wysocki, który trafił tylko jeden z dwóch rzutów wolnych. Zatem Turów miał przewagę jednego oczka. Trener Rajković poprosił o czas. Wrocławianie przeprowadził akcję rzutową, Vaigros jednak nie trafił i to Turów mógł cieszyć się ze zwycięstwa.

To było prawdziwe święto koszykówki we Wrocławiu. Hala Orbita pękała w szwach od spragnionych wielkich emocji kibiców zarówno Śląska jak i Turowa. Mecz sam w sobie też nie zawiódł ponieważ zawodnicy zadbali o to, żeby emocji nie brakowało do końca. Wynik meczu został rozstrzygnięty w samej końcówce i ku rozpaczy kibiców z Wrocławia to goście okazali się lepsi. Jednak ci, którzy tego dnia zjawili się w hali przy Wejherowskiej na pewno mogą czuć się usatysfakcjonowani. Idole pokazali się z dobrej strony, a do składu wrócił także symbol wrocławskiej koszykówki Adam Wójcik. Kapitan Śląska nie ukrywał podczas pomeczowej konerencji, że było to dla niego wyjątkowe uczucie gdy cała hala na stojąco wykrzykiwała jego imię. Ostatecznie jednak Śląsk poległ z Turowem Zgorzelec, ale pokazał, że w koszykówkę grać potrafi. Każdy kto był tego dnia w hali Orbita na pewno nie żałuje. Widowisko było bowiem przednie, a kibice obu drużyn stworzyli fantastyczną atmosferę. Wrocław pokazuje, że nadal jest dobrym miastem dla basketu i ważnym miastem na koszykarskiej mapie Polski.

Wśród kibiców dało się słyszeć po meczu zawód z powodu wyniku. Fani podkreślali jednak, że Śląsk zaprezentował się z dobrej strony na tle jednego z najlepszych zespołów w Tauron Basket Lidze. To samo potwierdził zresztą na konferencji prasowej trener gospodarzy Miodrag Rajkovic. Nikt jednak nie żałował, że zjawił się tego dnia w hali Orbita. Zwłaszcza, że ku ekstazie kibiców na boisku po 10 miesięcznej przerwie pojawił się Adam Wójcik, którego przywitała owacja na stojąco. Mimo, że wg. niektórych nie były to prawdziwe derby Dolnego Śląska to jednak fani stworzyli fantastyczną atmosferę i dopingowali swoje zespoły przez cały mecz.

Śląsk Wrocław – PGE Turów Zgorzelec 87:88 (16:18, 21:21, 27:27, 23:22)

Przygotowali: Jolanta Temporale oraz Michał Buczek

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry