„Moneyball”- jeśli w coś wierzysz, nie musisz tłumaczyć się przed nikim

AKTUALNOŚCI, FILM, GWIAZDY, POLSKA, ROZRYWKA, ŚWIAT

Brad Pitt należy do grona niedocenianych nieszczęśników, którym nikt nie odmówi dobrej roli, lecz zawsze jest coś lub ktoś, kto staje na jego drodze po nagrody. Oczywiście faktem jest, że nagrody to nie wszystko, jednak Pitt jest aktorem, który wielokrotnie zasłużył, by być doceniony, jednak nigdy nie został. Leonardo DiCaprio, który swój wielki debiut u Camerona przypłacił niechcianą szufladką, z której na stałe wywabił go dopiero Martin Scorsese, również boryka się z tym problemem.

Podobnie było z Pittem – latami starał się uwolnić od etykiety pustego przystojniaczka, którą zdobył „dzięki” drugoplanowej kreacji w kultowym dziś filmie „Thelma i Louise”. Dziś Brad, z roku na rok przekonuje publiczność jak bardzo myliła się, co do niego. Od 2006, nazwisko Pitt co roku pojawia się w obsadzie filmu będącego w czołówce krytyków, m.in. „Babel” , „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”, „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” , „Bękarty wojny”.

Pomimo faktu, iż obecnie Brad Pitt jest cenionym aktorem, który swą charyzmą i kunsztem aktorskim stanowi solidny fundament dla każdej dobrej produkcji, nadal dorobek nagród ma skromny. Zobaczymy jak będzie w tym roku, bowiem według najświeższych informacji o tegorocznych nominacjach do Oscarów, zarówno „Drzewo życia”, jak i „Moneyball” są w grupie nominowanych za najlepszy film, a sam Pitt otrzymał nominację za najlepszą rolę pierwszoplanową w „Moneyball”.

Film w reżyserii Benetta Millera („Moneyball”) jest biograficzną opowieścią o niedoszłej gwieździe baseballu – Billym Beanie ( Brad Pitt) , który pomimo niespotykanych zdolności nie odnosi sukcesów w grze. Młody Beane postanawia, więc zostać łowcą talentów, odpowiedzialnym za werbowanie nowych zawodników do drużyny. Jednak pasmo całkowicie niefortunnych porażek zmusza Billy’ego do szukania innowacji. W Cleveland na jednym z nieudanych spotkań biznesowych spotyka stażystę, absolwenta ekonomii na Yale – Petera Branda ( Jonah Hill) . Ten pokazuje mu jak za pomocą analizy komputerowej można oszukać sportową hierarchię finansową , tworząc na podstawie obliczeń drużynę, która pomimo kiepskich funduszy, będzie w stanie wygrać z najlepszymi. Zdesperowany Beane, zatrudnia Petera, który od tej chwili, jako jego asystent odpowiedzialny jest za wdrażanie planu w życie. Pomimo faktu, iż drużyna z Oakland nie ma już zbyt wiele do stracenia- przełożeni i współpracownicy Billa, w tym trener ( Phillip Seymour Hoffman), są bardzo sceptycznie, by nie powiedzieć wrogo, nastawieni do owego pomysłu. Jednak pomimo początkowych niepowodzeń, dzięki kilku radykalnym posunięciom- plan zaczyna odnosić skutek.

Wspaniale zrealizowane kino biograficzne, pełne chwytliwych sportowych momentów, trzymające w emocjonalnym napięciu po ostatnie minuty, niczym finałowa rozgrywka ulubionej drużyny. Brad Pitt doskonale wyczuł charakter, granej przez siebie postaci- uwydatniając tym samym jego trzymaną na wodzy uczuciowość i miłość do drużyny, które to cechy były dominującymi w działaniach bohatera. Wspaniały obraz relacji córki z ojcem, który poza zróżnicowaniem fabuły, dodaje również do filmu urokliwy akcent muzyczny w postaci coveru znanego utworu „Just enjoy the show”. Jednak sukcesowi produkcji przysłużył się nie tylko Brad Pitt, ale również debiutujący w kinie tego kalibru- Jonah Hill, który wcielił się w statystycznego geniusza – Petera Branda. Młody aktor stworzył wspaniały support dla Pitta, słusznie czyniąc to dzieło przedstawieniem wielowątkowym. Nie zawiódł również, jak zawsze perfekcyjny Phillip Seymmour Hoffman w roli upartego i konserwtynwego trenera Oakland Athletics.

Film dostarcza widzom cała paletę doznań, z których po 2 godzinnym seansie wyłania się prawdziwa emocjonalna mozaika. Polecam!

Marta Niewczas

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry