W internecie „uwodzimy” cały świat

AKTUALNOŚCI, INTERNET, POLSKA, SOCIAL MEDIA, ŚWIAT

Każda relacja społeczna zawierana w internecie polega na „uwodzeniu” nie tylko potencjalnych partnerów, ale „całego świata”. Dlatego zacierają się granice między niewinnym flirtem a internetową zdradą i romansem – mówili eksperci podczas debaty „Zmysły w sieci. Jak rewolucja informatyczna zmieniła obyczaje godowe”, która odbyła się podczas XII Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki.

Photo: Robert Kneschke/fotolia


W dyskusji wzięli udział: seksuolog prof. Zbigniew Izdebski i socjolog prof. Tomasz Szlendak.

Jak wyjaśnił prof. Szlendak wskutek ekspansji internetu rynek matrymonialny ulega gigantycznym przemianom. „Dawniej tradycyjnymi miłosnymi terytoriami, gdzie można było znaleźć potencjalnych partnerów były np. szkoły, kluby czy parki. Dziś to +miłosne terytorium+ pokrywa się właściwie zasięgiem telefonii komórkowej” – tłumaczył uczony. Gadżety technologiczne są również oznaką statusu mężczyzny. Dlatego w pewnym momencie zatrzymał się proces miniaturyzacji m.in. telefonów komórkowych. „Nie wypada, by mężczyzna miał bardzo małą komórkę” – podkreślił prof. Szlendak.

Z kolei za sprawą mediów społecznościowych sfera prywatna w związkach – dawniej niedostępna dla innych – stała się już w zasadzie sferą publiczną. Na Facebooku można śledzić wymianę zdań pomiędzy partnerami, a na swoim profilu można obwieścić światu czy jesteśmy wolni, w stałym związku albo opisać swoją relację ironicznym” „it’s complicated”.

Prof. Szlendak podkreślił, że każda relacja społeczna zawierana w sieci polega na uwodzeniu. „Jeśli nie przekonamy kogoś do siebie w ciągu 30 sekund, to w zasadzie potem nie mamy szans na go zainteresowanie swoją osobą” – powiedział socjolog.

Uczony wyjaśnił, ponieważ w internecie uwodzimy nie tylko partnerów, ale w zasadzie „cały świat”, to zacierają się granice między niewinnym flirtem a internetową zdradą. Prof. Zbigniew Izdebski przedstawiając wyniki badań dotyczących życia seksualnego polskich internautów, wyjaśnił, że według nich zdradą nie jest internetowa rozmowa prowadzona raz z obcą osobą, w obecności stałego partnera, bez zaangażowania emocjonalnego i tylko dla zabawy.

Obecnie nawet intensywność relacji miłosnej może być oceniana poprzez liczbę wysyłanych codziennie komunikatów, np. SMS-ów i inwencję włożoną w ich tworzenie. „Ileż to razy współczesne nastolatki myślą sobie: minęły już cztery sekundy i jeszcze mi nie odpisał” – ironizował prof. Szlendak.

Wiedzą o tym także doświadczeni uwodziciele, np. Egipcjanie adorujący zagraniczne turystki. Jak mówił prof. Szlendak, niektórzy z nich ściągają specjalne programy, dzięki którym można wysłać SMS-y w języku angielskim i to z odpowiednią częstotliwością.

Jak powiedział prof. Szlendak, statystyki pokazują, że od 1/4 do 1/3 kliknięć w internecie dziennie to wejścia na strony pornograficzne. „Coraz więcej osób zaspokaja swoje potrzeby obserwując obrazy w internecie, dlatego zawiązywanych jest coraz mniej związków. Dla niektórych młodych mężczyzn zaskoczeniem jest np. to, że kobiety pachną. Brzmi to może zabawnie, ale jest to gigantyczny problem” – powiedział prof. Szlendak.

Internet w istotny sposób zmienił również tradycyjny rynek prostytucji. Dziś internauta w sieci może porównywać ze sobą rozmaite oferty, precyzyjnie ustalić, z kim chce się spotkać, a nawet sprawdzić, jak blisko domu znajduje się ta osoba, by nie jechać zbyt daleko.

„Właśnie w wyniku popularności internetu prostytucją zajmują się dziś nie tylko +damy lekkich obyczajów+, ale też studentki, urzędniczki, nauczycielki. One same często tego, co robią, nie uważają za prostytucję, bo samodzielnie ustalają swoje precyzyjne warunki. Przez to rozmywają się granice między tym, co nazywamy prostytucją, a tym, co nią nie jest” – tłumaczył prof. Szlendak.

Jednak – jak mówili eksperci – internet to nie tylko potencjalne zagrożenia dla bliskich relacji międzyludzkich. W Korei Południowej aż 8 proc. nowo poślubionych par poznało się za pomocą serwisów swatających.

Wbrew pochopnym sądom nie istnieje też zależność między ekspansją internetu a liczbą rozwodów. Internet wręcz zmniejsza ryzyko rozwodu. „Choć powszechne jest przekonanie, że możemy łatwo kontrolować np. komputer czy telefon partnera, kiedy ten śpi, to dziś internetową zdradę łatwo ukryć” – mówił prof. Szlendak.

Jak podkreślił prof. Izdebski, internet dla wielu Polaków jest też bogatym źródłem informacji na temat seksu. Jest on źródłem wiedzy o życiu seksualnym dla 79 proc. badanych przez prof. Izdebskiego internautów. „Ma to jednak dwie strony. Z jednej można w nim znaleźć informacje wiarygodne i sprawdzone, ale też treści wulgarne czy sensacyjne” – podkreślił prof. Izdebski.

Ponadto Polakom trudno rozmawiać o swoich problemach seksualnych, a internet im to ułatwia. „Czasem mam jednak wrażenie, że niektórzy zaczynają się lepiej rozumieć w sieci z kimś anonimowym, lub mało znanym niż z własnym partnerem w domu” – powiedział prof. Izdebski.

PAP – Nauka w Polsce

Powiązane wpisy

  • Ali

    Szkoda, że w tak istotnych tematach nie wypowiada się medycyna seksualna,prócz pedagogii i socjologii.
    Między uczciwością a zdradą rozciąga się duży obszar nielojalności oraz nieelegancji…


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry