Myslovitz – witajcie w nowym życiu!

AKTUALNOŚCI, KONCERTY, MUZYKA, POLSKA, ROZRYWKA, WYDARZENIA KULTURALNE

W piątek 4 maja podczas wrocławskiej 3-Majówki fani zespołu byli świadkami historycznej chwili – pierwszego koncertu bez Artura Rojka. Po oświadczeniu o rozwiązaniu współpracy zespołu z jego długoletnim wokalistą, gitarzystą i niekwestionowanym liderem zawrzało w muzycznym światku. Chociaż już od kilku lat widoczne były tego symptomy w postaci coraz rzadszych koncertów grupy (a w 2008 r. nawet zawieszenia jej koncertowej działalności zupełnie), czy mnożących się na potęgę indywidualnych projektów poszczególnych muzyków, w tym także Rojka, to decyzja ta wzbudziła sporo kontrowersji wśród fanów.

fot: Monika Kapela/newsfix.pl

Najwięcej emocji budziło stwierdzenie, że zespół będzie nadal działał pod nazwą Myslovitz z nowym wokalistą, którym niebawem okazał się Michał Kowalonek – frontman i gitarzysta dobrze rokującej grupy Snowman. Artur Rojek pozostawił więc kolegom z zespołu nie tylko prawo do nazwy formacji, którą założył dokładnie 20 lat temu, ale również do wykonywania utworów, których w dużej mierze był współautorem. Sam zaś „będzie kontynuował działalność indywidualnie z innymi muzykami”.

fot: Monika Kapela/newsfix.pl

Pierwszy występ odświeżonego Myslovitz miał miejsce 30 kwietnia w mysłowickim MOKu podczas 2 koncertów, nazywanych przez samych muzyków „próbą generalną”. Zebrani tłumnie w Miejskim Ośrodku Kultury fani wręczyli nowemu wokaliście koszulkę z nadrukiem „(S)NOWY KEEP ON ROCK”. Jednak pierwszy pełnowymiarowy koncert bez Artura Rojka zespół zagrał podczas wrocławskiej 3-Majówki. Ich występ zapowiedział Piotr Stelmach (dziennikarz programu trzeciego Polskiego Radia), prosząc publiczność o ciepłe przyjęcie i podkreślając historyczny wymiar tej chwili.

Grupa została powitana gorącymi brawami i transparentem „Michał witamy! Jesteśmy z wami!”. Mimo tego widać było, że muzycy są zdenerwowani. Ustawieni w jednym rzędzie jakby gotowi odeprzeć falę niechęci, która jednak nie nadeszła, chyba bardziej niż kiedykolwiek byli zespołem. Po entuzjastycznym powitaniu dało się jednak wyczuć wśród zgromadzonego po sceną tłumu pewnego rodzaju napięcie.

Dopiero przy czwartym z kolei „Peggy Sue nie wyszła za mąż” publiczność znów oszalała. Za to Wojtek Powaga (gitarzysta) szalał na scenie od samego początku, dodając otuchy nowemu koledze, który od czasu do czasu zmuszony był korzystać ze ściągawek. Z każdą kolejną piosenką było coraz lepiej – miało to zapewne związek z układem całego występu, w którego drugiej części pojawiły się największe hity zespołu takie jak „Mieć czy być”, „Sprzedawcy marzeń”, czy „Kraków”, przechrzczony przez Michała Kowalonka na Wrocław. Pod wpływem entuzjastycznej reakcji publiczności, muzycy też się chyba trochę rozluźnili.

Wyrazem tego było chociażby żartobliwe pytanie nowego wokalisty: „Czy ja to znam?” w odpowiedzi na skandowany przez tłum tytuł „Peggy Brown”. Niespodziankę, nie tylko publiczności, ale też kolegom z zespołu sprawił za to perkusista czyli Wojtek „Lala” Kuderski, który przed ostatnim utworem w części głównej koncertu podszedł do mikrofonu i poprosił publiczność o odśpiewanie „100 lat” dla Artura Rojka, kończącego 6 maja 40 lat. Zadedykował mu też brawurowo wykonaną przez Kowalonka piosenkę „Good day my angel”.

Na bisy zespół wyszedł już znacznie bardziej rozluźniony i pewny siebie. Przed utworem „Długość dźwięku samotność” nowy wokalista ze śmiechem odwrócił mikrofon w stronę publiczności, tłumacząc, że tak mu kazali zrobić chłopaki przy tym akurat numerze. Na zakończenie na scenie jeszcze raz pojawił się szczerze przejęty Piotr Stelmach, dziękując wraz zespołem za ten magiczny koncert.

Muzycy chyba sami byli zaskoczeni tak ciepłym przyjęciem wrocławskiej publiczności, bo chwilę po zejściu ze sceny na forum fanów zespołu Myslovitz pojawił się wpis Wojtka Powagi: „Na gorąco ,z telefonu: …poplakalem sie schodząc ze sceny,! Kolejny najpiękniejszy dzień w moim życiu !!
Kurcze ,chyba narodzilem sie na nowo! BYŁO MEGA DOBRze ! DZIĘKUJE BARDZO ZA WSPARCIE I KCIUKI.Koncert przeszedł nasze oczekiwania !”.

Mimo podzielonych jak zawsze w takiej sytuacji opinii, wydaje się, że Michał Kowalonek został zaakceptowany jako nowy głos Myslovitz przez większość jego najwierniejszych fanów. Skromny, cichy i raczej niemedialny nowy frontman zespołu, dysponujący ciekawym głosem i wnoszący na scenę nową energię to coś, czego po zakończeniu współpracy z Rojkiem ta grupa potrzebowała chyba najbardziej. Czas i nowy repertuar zweryfikują resztę.

Monika Kapela

Źródło:
http://www.myslovitz.pl/

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry