Skazani na bluesa z wyrokiem dożywotnim – XIV Festiwal „Ku przestrodze” im. Ryska Riedla

AKTUALNOŚCI, GWIAZDY, KONCERTY, MUZYKA, POLSKA, ROZRYWKA

Jak co roku wspaniały, prawie trzygodzinny koncert Dżemu; wyjątkowa setlista, którą można usłyszeć tylko ten jeden jedyny raz w roku; „Skazany na bluesa” w wykonaniu Sebastiana Riedla, człowieka, w którego ustach słowa „nie, ty go nie znałeś” brzmią niemal jak modlitwa; tysiące gardeł śpiewających z zespołem każdą piosenkę, a często nawet go przekrzykujących; morze światełek podczas „Snu o Victorii” i przejmująca minuta ciszy dla tych, którzy odeszli zaledwie kilka sekund po wybrzmieniu ostatnich szaleńczych dźwięków; do tego co najmniej trzy pokolenia wspaniałych ludzi, którzy najpierw do północy mniej lub bardziej udolnie pomagają sobie nawzajem w rozkładaniu namiotów, potem do siódmej nad ranem jamm’ują razem przy oczku wodnym poświęconym pamięci Ryśka Riedla, na polu namiotowym, w klubie festiwalowym „Leśniczówka” czy gdziekolwiek się da, a na końcu częstują się nawzajem śniadaniem; tak właśnie w wielkim skrócie wyglądała XIV edycja Festiwalu „Ku Przestrodze” im Ryśka Riedla, która odbyła się w ostatni weekend lipca na Polach Marsowych Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie.

fot. M.Kapela/newsfix.pl

Chociaż pierwsze koncerty odbyły się dopiero w sobotę, wielu fanów Dżemu i Ryśka przybyło na pole namiotowe dużo wcześniej, aby spotkać się z festiwalowymi przyjaciółmi, odnowić ubiegłoroczne znajomości, nawiązać nowe czy wziąć udział w piątkowym Przeglądzie Muzyków Ulicznych „Blues na Wolności” zorganizowanym przez fanclub Dżemu „Skazani na bluesa”. Około czterdziestu śmiałków stanęło w szranki na ulicy Wolności w Chorzowie aby pokazać przechodniom co im w duszy gra. Sobota, czyli pierwszy dzień festiwalu to kolejna okazja do posłuchania młodych talentów, bo od południa na scenie trwał konkurs młodych zespołów. Jury m.in z Sebastianem Riedlem i Andrzejem „e-mollem” Kowalczykiem w składzie pierwsze miejsce przyznało krakowskiej formacji L’ORANGE ELECTRIQUE. Na drugiej pozycji uplasowało się warszawskie 20 MIL OD MIASTA, a na trzeciej również krakowskie CHEAP TOBACCO.

Po zmaganiach konkursowych przyszedł czas na prawdziwą ucztę dla ucha, którą zafundowali wszystkim zebranym mistrz fingerstylu Adam Palma, formacja AROUND THE BLUES oraz Andrzej Urny z przyjaciółmi. Za sprawą kolejnego wykonawcy czyli „Zdrowej Wody” nie tylko w eter popłynęły natomiast hektolitry „Piwa”. Potem „Sobą grał” Leszek Cichoński – pomysłodawca wrocławskiego Thanks Jimmi Festival i bicia gitarowego rekordu Guinnesa. Tradycyjnie już pierwszy dzień zakończył sie koncertem zespołu Cree, którego założycielem, wokalistą i gitarzystą jest syn Ryśka Riedla – Sebastian, a pomysłodawcą nazwy sam patron festiwalu. Tegoroczny koncert Cree był wyjątkowy, bo w związku z prezentacją materiału z wydanej niedawno płyty „Diabli nadali” na scenie pojawili się goście specjalni – m.in. Krzysztof Głuch, występujący swego czasu także z Dżemem za organami Hammonda oraz dodatkowe instrumentarium m.in. w postaci saksofonu.

Nowe aranżacje znanych piosenek przeplatane z nowym materiałem i uzupełnione o rozbudowane instrumentalne improwizacje stworzyły mieszankę idealną. Drugi dzień festiwalu rozpoczęły występy laureatów konkursu z dnia poprzedniego. Po nich na scenę wkroczyły „Cztery Szmery”, które wbrew nazwie zafundowały festiwalowiczom niezwykle energetyczną pobudkę dzięki utworom ACDC. Mimo, że w tym roku pogoda wyjątkowo sprzyjała uczestnikom festiwalu, tradycji musiało stać się za dość i podczas występu zespołu Ghetto – laureata ubiegłorocznego konkursu niebo zasnuły ciemne chmury i spadł deszcz. Energetyczny koncert Harlemu, który poza dobrze znanymi i uwielbianymi piosenkami takimi jak „Piata trzydzieści”, „Kora” czy „Jak lunatycy” zaprezentował zapowiedź nowej płyty skutecznie je jednak przegonił, tak, że podczas kolejnego występu amerykańskiej młodej gwiazdy bluesa CEDRICa BURNSIDE’a nad Polami Marsowymi w Chorzowie znów pięknie świeciło słońce. Zamykający cały festiwal koncert Gospodarza czyli zespołu Dżem był jak zawsze w tym miejscu wyjątkowy.

Setlista z takimi perełkami jak „Obłuda” czy pełną wersją „Niewinni i ja” usatysfakcjonowała chyba najbardziej wybrednych fanów. Wisienką na torcie i przeżyciem niemal mistycznym był tradycyjny już występ Sebastiana Riedla z zespołem zmarłego ojca. „Miłość, przyjaźń, braterstwo” tak można by w trzech słowach podsumować te dwa dni spędzone w Chorzowie. Biły one nie tylko od wspaniałych ludzi, w różnym wieku, których można było spotkać na festiwalu, ale tez ze sceny, na której działy się rzeczy niezwykłe i niespotykane na tego rodzaju imprezach. Bo czyż gdzie indziej jeden gitarzysta gra w pięciu zespołach, wokaliści śpiewają duety z kolegami, a muzycy tasują się tak, że równie dobrze zamiast szczegółowej rozpiski zespołów można by to nazwać jednym wielkim JAM SESSION? Pod sceną zresztą wcale nie było gorzej, bo razem pląsali zarówno rówieśnicy najstarszych muzyków Dżemu, ludzie, którzy słuchali Ryśka jako nastolatkowie, a dziś przyjeżdżają na festiwal ze swoimi nastoletnimi dziećmi, ci, którzy mieli zaledwie kilka lat, kiedy dla Dżemu „pękło niebo” ze swoimi stawiającymi pierwsze kroki pociechami i nastolatkowie, którzy urodzili się juz po śmierci Ryśka. Wszyscy oni przyjeżdżają tu co roku aby uczcić pamięć wspaniałego artysty, którego przedwcześnie zabrały narkotyki, pobyć w swoim towarzystwie i po raz kolejny zagrać „Ku przestrodze”. Bo podczas tych kilku dni w Chorzowie „wszyscy jesteśmy w domu, chociaż mieszkamy daleko stąd.”

Monika Kapela

Powiązane wpisy

  • Eugeniusz

    pieknie napisane. duze czucie tematu, odpowiedni przekaz tresci. mimo iz tak krotki zawarla pani w nim to wszystko co dla tego festiwalu jest trescia. tego prosze sie trzymac. pozdrawiam


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry