Nowy cykl filmowy „Bo jo Cie kochom”

AKTUALNOŚCI, FILM, POLSKA, ROZRYWKA, ŚWIAT

Przez najbliższe trzy miesiące, w każdy piątek, będzie ukazywała się tu recenzja filmu, który chciałabym Państwu z jakiś powodów polecić. W gronie wybieranych przeze mnie dzieł znajdą się zarówno współczesne, jak i nieco starsze projekty o różnorodnej tematyce, które w Polsce, z różnych powodów zostały pominięte, zapomniane lub zmarginalizowane. Mam nadzieję, że moje propozycje zainspirują kogoś do własnych poszukiwań – wszelkie komentarze i życzenia mile widziane.
hollywood film
Na pierwszy ogień proponuję lekkie i zabawne kino z Norwegii. Nie będzie to może szczególnie obiektywne, bo uwielbiam skandynawską twórczość, a każdy nowo odkryty tytuł oglądam z wypiekami na twarzy.

Akcja filmu Stiana Kristiansena – „Mannen som elsket Yngve ” – przenosi nas do listopada 1989 roku. Upadek muru berlińskiego dla 17-letniego Jarle (Rolf Kristian Larsen) jest jedynie telewizyjną ciekawostką. Chłopak wiedzie typowe życie beztroskiego nastolatka. Ma wspaniałą dziewczynę, świetnego kumpla i zespół, stojący przed pierwszą, ważną szansą w karierze. Gdy pewnego dnia w jego klasie pojawia się nowy uczeń – Ingve, okazuje się, że wielkie transformacje czekają nie tylko świat. Jasnowłosy, spokojny i wrażliwy młodzieniec, nie przystaje zupełnie do punkowo-buntowniczego środowiska.

Swoją odmiennością zaczyna fascynować głównego bohatera, który coraz bardziej oddala się od dawnych przyjaciół. Jarle odkrywa nieznane mu dotąd obszary własnej tożsamości, których równocześnie nie potrafi zaakceptować. W żadnym wypadku nie jest to jednak, kolejny, popularny ostatnio gejowski dramat. To przede wszystkim film o dojrzewaniu, dorastaniu, przełamywaniu własnych barier i rozpoczynaniu następnego etapu w życiu.

Niewątpliwie największa siła tego obrazu tkwi w ścieżce dźwiękowej. Wykorzystana muzyka genialnie współgra z dziejącymi się na ekranie wydarzeniami. Mamy możliwość obcowania ze znakomitymi kawałkami The Cure, The Stone Roses, czy Soft Cell, ale również mniej znanymi rockowymi zespołami ze Skandynawii. Jeśli więc fabuła nie przypadnie komuś do gustu, to prawdziwy rockowy meloman doceni jego walory akustyczne . Tym bardziej, że już w początkowych minutach czeka na widza miła, polska niespodzianka. Wszystko to, wymieszane ze sporą dawką specyficznego północnego humoru, daje 90 minut rozrywkowego kina na wysokim poziomie.

Myślę, że dobrze skonfrontować ten film z mocno reklamowanym swego czasu i równie mocno rozczarowującym obrazem Jacka Borcucha „Wszystko, co kocham” (2009). Wychodzi na to, że Polacy powinni uczyć się od Ludzi Północy czym jest młodość.

Sigurlin

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry