Ewolucja horroru w kinie cz II

AKTUALNOŚCI, FILM, ROZRYWKA, ŚWIAT

Horror coraz śmielej szturmuje kina. Nawet wojny nie zatrzymały rozwoju gatunku. Zaraz po uspokojeniu sytuacji politycznej powrócono do strachów, stworów i jęków. Lata 30 to schyłek plansz z dialogami – wynaleziono dźwięk, a Hollywood włączyło się do produkowania filmów grozy.

sxc

sxc

Kino weszło w wiek XX. Początki nowego stulecia nie należą do najłatwiejszych, ale pozwolę sobie pominąć kilka lat i przejść od razu do 1922. Kina wciąż oferują czarno-białe filmy z planszami zawierającymi dialogi, czyli nic się nie zmieniło od wcześniejszych okresów. Kwestia techniczna zatrzymała się na jednym poziomie. Co zatem jest takiego wyjątkowego w tej dacie? A no pierwszy wampir w kinematografii. Nie skrzył się diamentową poświatą w słońcu i z pewnością nie zaliczał się do przystojniaków z liceum. F.W Murnau i „Nosferatu”, w roli głównej Max Shreck. Reżyser zapoczątkował rewolucję. Do dzisiaj postać aktora spowija mgiełka tajemnicy. Niektórzy podejrzewają, że mężczyzna naprawdę został wampirem. Ponoć spał w trumnie by jak najlepiej przygotować się do roli. Zanim aktorzy wydali pierwsze dźwięki musiało minąć kilka dobrych lat. Przełomem okazał się niemiecki ekspresjonizm, którego nie przyćmiły nawet produkcje z Hollywood.

Wkraczamy w lata 30 XIX wieku i pierwsze dźwiękowe filmy. Niemieccy producenci wiodą prym, ale Fabryka Snów nie zostaje w tyle. Hollywood wysuwa się na prowadzenie dzięki ekranizacji powieści Brama Storkera. „Dracula” ujrzała światło dzienne w 1931 za sprawą Toda Browning’a. Na tym jednak nie poprzestano. Mówiąc o tamtych czasach nie sposób nie wspomnieć o adaptacji książki Mary Shelley „Dr Frankenstein”. Osobiście wolę autentyczną chronologię, która podaje za pierwszy obraz postaci angielskiej pisarki, film z 1920 i niewiele ponad 14 minut widowiska. Okres czasu od 1930 wprowadza mnogość postaci. Zombie, wampiry, stwory wszelakiej maści. To one zyskały największą wartość, przecież w końcu ich rolą było przerażanie. Kosztem fabuły rozwijano istoty wywołujące skrajne emocje (czasami mam wrażenie, że twórcy nie wyszli poza ten schemat). Do lat 50 kino na chwilę zamarło.

Wynalezienie dźwięku z pewnością stało się kamieniem milowym w historii kina. Prawdziwy przełom datuje się  jednak na lata 50.  Hollywood świeci prawdziwe tryumfy wprowadzając do na ekrany gatunek „gore”. Fabularnie nie wymagał zbyt wiele od widza, raczej polegał na wywołaniu rekcji Im bardziej skrajnych, tym lepiej. Wciąż korzystano z powieści gotyckich, ale dodano krew, przemoc. Środki niezbyt wygórowane, przede wszytskim tanie… no i skuteczne. Pominę ekranizacje „Draculi”(1958) i „Dr Frankensteina”(1956) od razu przejdę do Geogra Romero. „Noc żywych trupów” rok 1968. Obrzydliwe zombie, zgniłe mięso, strach, przemoc. Wszystko w nadmiarze. Coś w tym było, bo film zapoczątkował subgatunek. W całkiem inną stronę poszedł Alfred Hitchcock. Nie tworzył horrorów w pełnym tego słowa znaczeniu, reakcje jednak budził. I to jakie! Wystarczy wspomnieć „Ptaki”(1963), a ciarki same przechodzą przez plecy. Suspens nadał inny kierunek kinematografii

Od pierwszych filmów minęło wiele czasu. Producenci wykorzystali te lata w możliwe najlepszy sposób zdobywając coraz wyższe poziomy. Wreszcie słyszymy bohaterów filmu, oglądamy lepsze jakościowo obrazy oraz nowe istoty. Wtedy widzom musiało wydawać się, że nic już nowego nie będzie możliwe, ale kolejne lata udowodniły nieograniczoną wyobraźnię twórców. O tym w następnym odcinku.

Autor: Ewa Grześkow

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry