Potwory powracają… na uniwersytecie!

AKTUALNOŚCI, FILM, HUMOR, POLSKA, ROZRYWKA, ŚWIAT

Wytwórnia filmowa Pixar kojarzy się z bardzo dobrymi filmami animowanymi, które często nagradzane są nawet Oscarem („Potwory i spółka”, „Odlot”). Ten pierwsze swoją premierę miał w 2001 roku. Od tego czasu musieliśmy czekać aż dwanaście lat na kontynuację filmu. Chyba każdy z nas kojarzy wielkiego, niebieskiego potwora Sullivana i jego zielonego przyjaciela z jednym okiem, Mike’a Wazowskiego. Osobiście uważałam, że jest to najlepsza produkcja Pixara, zatem idąc do kina na „Uniwersytet potworny” miałam duże obawy, czy twórcy nie są nastawieni tylko na sukces komercyjny.

fot.pixar

fot.pixar

Film w zasadzie jest prequelem, ukazuje wydarzenia, które miały miejsce przed akcją poprzedniej części. Widzimy małego Mike’a, który ponad wszystko pragnie zostać straszakiem. Bez względu na docinki oraz niesprzyjający wygląd bohatera, dostaje się on na Uniwersytet na wydział Straszologii. Wydaje się, że nic nie może stanąć mu na drodze. Jednak w tym świecie wszystko jest na opak! Randal okazuje się bratnią duszą, a Sally wrogiem, którego trzeba za wszelką cenę pokonać. Nie mogę zdradzić oczywiście wszystkiego. Wielbiciele „Potworów…” wiedzą jednak, że do pojednania dojść musi. Tylko jaki będzie tego skutek?

Osobiście, pierwszą część widziałam nie mniej niż kilkadziesiąt razy, znając dokładnie mimikę bohaterów, ich gesty i powiedzonka, zwróciłam uwagę, że twórcy niestety nie postarali się, aby zaskoczyć czymś widza. Oczywiście, że jeśli coś spodobało się raz, to za drugim razem także będzie dobre, ale sądzę, że głównym postaciom brakowało pewnej młodzieńczej świeżości. Nadrabiają natomiast potwory, ukazane po raz pierwszy. Pojawia się kilka świetnych gagów, które z pewnością przejdą do klasyki filmu.

Największe wrażenie zrobiła na mnie grafika. Przez te kilkanaście lat technologia bardzo się rozwinęła i to widać na ekranie. Krajobrazy, kampus uczelni, czy nawet same drzewa, wyglądają jak prawdziwe. Wszystko jest malownicze, zadbane, pełne słońca, potworom, aż chce się uczyć! Od tego obrazu odbiega jedynie wygląd dzieci (które w końcu pojawić się musiały), nie są już tak słodkie, jak mała Bu z „Potworów i spółki”.

Po dłuższej refleksji nad filmem, mogę śmiało powiedzieć, że bardzo mi się podobał. Z sympatią patrzyłam na bohaterów, obserwując ich wzloty i upadki. Polecam obejrzenie go, czy to w kinie, czy w domowym zaciszu. Zarówno dzieci, jak i dorośli będą się świetnie bawić. A samo zakończenie, może potwornie zaskoczyć!

Autor: Katarzyna Świerczyńska

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry