Dziś premiera filmu „Furia” z Bradem Pittem

AKTUALNOŚCI, FILM, GWIAZDY, POLSKA, Redakcja poleca, ROZRYWKA, Video Brak komentarzy do Dziś premiera filmu „Furia” z Bradem Pittem 150

Dziś na ekrany polskich kin wchodzi kolejna megaprodukcja z Bradem Pittem w roli głównej pt.: Furia.
„Furia nie jest typem kina wojennego, do którego przywykli wasi dziadkowie”, oświadcza producent Bill Block. „Nie sądzę, by jakikolwiek inny film pokazywał tak dosadnie namacalną grozę wojny”. Akcja „Furii” toczy się w Niemczech w 1945 roku. „Wojna już prawie dobiega końca, a nazistowskie imperium jest już tylko kolosem na glinianych nogach”, wyjaśnia David Ayer, reżyser filmu. „To zupełnie inna perspektywa niż w większości filmów wojennych, w których celebruje się zwycięskie kampanie na kontynencie europejskim, inwazję D-Day czy Bitwę w Ardenach”, kontynuuje Ayer. „My opowiadamy o zapomnianym przez wielu okresie, kiedy nie tylko nazistowskie wojska wydawały z siebie ostatnie tchnienie, ale i armia amerykańska, która znacznie przyczyniła się do ich pokonania, ledwie zipała po kilku latach nieustannej walki. Ludzie byli wykończeni. Żołnierze walczyli do ostatniego tchu, musieli trzymać się razem, bo w innym wypadku nie dotrzymaliby do końca”.
furia-poster
W taki właśnie świat Ayer wrzuca weterana II wojny światowej, Dona „Wardaddy’ego” Colliera, w którego wciela się Brad Pitt. Do jego plutonu dołącza grany przez Logana Lermana Norman Ellison, młody i bardzo jeszcze naiwny mężczyzna, który jest kompletnie nieprzygotowany do wojny. „Został przeszkolony do pisania do maszynie, ale skończył w szeregach 2 Dywizji Piechoty jako pomocnik kierowcy. Chłopak znajduje się w autentycznym szoku i nie potrafi odnaleźć się w tym nowym, niezbyt wspaniałym świecie – jest przekonany, że trafił na front przez pomyłkę”, wyjaśnia Lerman. „Tak jednak nie jest – Norman ma zastąpić zmarłego żołnierza, Reda, który służył z resztą załogi Furii od początku wojny. To młody, niewinny dzieciak, a wojna to nie miejsce dla takich ludzi. Chcąc przeżyć, będzie musiał przejść pod okiem Wardaddy’ego brutalną przemianę”. I tak się składa, że w ciągu jednej zaledwie doby załoga Furii – dowódca Wardaddy, celowniczy Boyd Swan, ładowniczy Grady Travis, kierowca Trini Garcia oraz pomocnik kierowcy Norman Ellison – zostaje poddana niezwykle ciężkiej próbie: kilku żołnierzy będzie musiało stawić czoła znacznie większemu, niemieckiemu oddziałowi składającemu się ze świetnie wyszkolonych żołnierzy.

Ayer jest znany z pisania mocnych scenariuszy, w których sceny akcji uzupełniają ciekawie zarysowane ludzkie dramaty. Nic więc dziwnego, że „Furia”, podobnie jak napisane przez niego „Dzień próby” i „Szybcy i wściekli”, zagłębia się przede wszystkim w więzi łączące głównych bohaterów. „Filmy Davida są bardzo dynamiczne, ale także prawdziwe, pełne wielkich emocji. Opowiadają o braterskiej miłości i przyjaźni w najtrudniejszych możliwych warunkach”, mówi Block. W „Furii” wiele miejsca poświęconego jest relacji pomiędzy nowym rekrutem i ogorzałym od wojennej zawieruchy weteranem. „Norman jest urzekający w swej niewinności, ale staje się ona dla niego problemem”, wyjaśnia Ayer. „Zadaniem Wardaddy’ego jest pomóc młodemu w wyjściu poza swoje ograniczenia. Dochodzi do tego fakt, że Norman jest dla niego niczym syn, więc Wardaddy przyjmuje na siebie rolę mentora”. Choć film pozornie posiada prostą strukturę, „Furia” opowiada niezwykle skomplikowaną historię. „Zawiera w sobie mnóstwo ciekawych wątków i wartościowych refleksji”, zauważa producent Ethan Smith.

W nakręconych w 2012 roku „Bogach ulicy” David Ayer urzekł wszystkich swym drapieżnym reżyserskim stylem, który w „Furii” prowadzi do jeszcze odważniejszych rozwiązań. „W tamtym filmie królowały niemalże dokumentalne kadry, ten projekt jest natomiast o wiele bardziej elegancki wizualnie i intensywny emocjonalnie”, mówi Block. „To typowy film Davida, w tym sensie, że jest niezwykle autentyczny w każdym możliwym aspekcie”, dodaje Smith. „David współpracował blisko z doradcami wojskowymi, aby jak najlepiej oddać na ekranie wszystkie możliwe detale i wciągnąć w ten sposób widzów do stworzonego przez siebie świata”. Producent John Lesher mówi, że dzięki tak dogłębnym przygotowaniom, bohaterowie i ich doświadczenia, wypadają na ekranie niezwykle wiarygodnie. Dodaje także, że Ayer nakręcił film, który trafi do przedstawicieli każdej grupy wiekowej. „Bardzo spodobało mi się w tym projekcie to, że ma w sobie coś współczesnego. Opowiada o II wojnie światowej, ale tak naprawdę jest to uniwersalna opowieść o kilku mężczyznach wspierających się wzajemnie w ekstremalnej sytuacji”.

Kevin Vance, jeden z doradców technicznych na planie, twierdzi, że „Furia” to film wyjątkowy i widzowie czegoś takiego jeszcze w kinie nie doświadczyli. „W większości produkcji związanych z II wojną światową nie czuć tego, że w jej trakcie zginęło 60 milionów ludzi. David pragnął podkreślić koszmar tej wojny, bez żadnego wybielania faktów”. Filmowcy zwrócili się między innymi o pomoc do weteranów 2 Dywizji Piechoty. Block i Pitt zorganizowali obsadzie spotkanie z nimi. Największą liczbą informacji podzielili się czterej mężczyźni, u których Ayer i ekipa „Furii”, na zawsze będą mieli ogromny dług wdzięczności.

Donald Evans, który służył w jednostce zwiadowczej i niewiele wiedział o jednostce, do której trafił został przydzielony. Paul Andert miał w 1940 roku jedynie 17 lat, musiał więc skłamać, aby dostać się do wojska, w którym dorobił się następnie rangi sierżanta sztabowego. „Naszym dowódcą był Patton, a on potrafił edukować swoich ludzi”, mówi Andert, wspominając słowa legendarnego generała, że dowodzenie oznacza branie odpowiedzialności za swoich ludzi. „Nauczył nas, by nie stać w miejscu, by być ciągle w ruchu”.

George Smilanich był w trakcie wojny kierowcą czołgu i wyjaśnił aktorom, że choć każdy żołnierz miał wyznaczoną rolę, „wszyscy potrafiliśmy wykonywać czynności pozostałych członków załogi, żeby w razie śmierci jednego z nas, ktoś mógł przejąć jego zadania.”. Ray Stewart miał wiosną 1945 roku zaledwie 21 lat, podobnie jak filmowy Norman Ellison, gdy został przydzielony do załogi czołgu jako celowniczy. „Znalazłem się nagle u boku czterech wytrenowanych przez Pattona facetów, byłem tym nowym. Dowódca czołgu na początku ostro mnie testował, ale potem dostał awans, a jego rolę przejął ładowniczy, na którego miejsce przyszedł ktoś inny”, wspomina Stewart. „Jak to jest siedzieć w czołgu pod ostrzałem? To koszmarne doświadczenie, mimo że chroni cię kilka centymetrów stali”, kontynuuje Evans. „Kiedy strzelają do ciebie z karabinu maszynowego, słyszysz wszystkie kule odbijające się od czołgu – i sam tylko ten dźwięk potrafi doprowadzić do obłędu. Nie można się nigdzie schować”.

Gdy czołg zostanie unieruchomiony, jego załoga przesiada się do nowego pojazdu. Jak odważnym trzeba być, żeby wsiąść do kolejnego czołgu? Stewart wzrusza jedynie ramionami. „Po prostu to robisz i długo się nad tym nie zastanawiasz”.

Opowieści czterech byłych żołnierzy wzbogaciły „Furię” o dodatkowy realizm. Twórcy dowiedzieli się od nich chociażby tego, że amerykańskie czołgi Sherman były na tyle mobilne, że potrafiły wydostać się z każdej trudnej sytuacji i zaskoczyć potężne niemieckie Tygrysy. „Opowieści weteranów były dla nas niezwykle cenne, ponieważ zapewniły nam mnóstwo użytecznych informacji oraz pomogły nadać filmowi niesamowitego realizmu”, mówi David Rae, jeden z doradców technicznych na planie „Furii”. „Dzięki temu, że ci ludzie podzielili się z nami swoimi historiami, widzowie będą mogli zobaczyć, w jaki sposób załogi czołgów walczyły na różnych terenach i kontynentach – od Normandii i Afryki Północnej po ostatnie bitwy w Niemczech”.

PREMIERA już dzisiaj! 🙂

Powiązane wpisy


Drogi czytelniku, nasza strona internetowa korzysta z plików cookies
Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.

Prawa autorskie © 2010-2014 NEWSFix Magazine.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powrót do góry